Miejsce: Urzędów, Boisko szkoły im. Orląt Lwowskich 50.993037* N 22.138308*E
Czas: 13/14.08.2010r.  22.00-03.00
Sprzęt: ATM achro 70/500, ES ED80, lorneta Vixen 20×125
Warunki: widoczność do 5,5-6mag, seeing średni (6/10)
Obserwowane obiekty: M13, M27, M31, M45, M51

  1. Witam. Niedawno wróciłem ze zlotu OZMA w Urzędowie, czyli mojego pierwszego zlotu astronomicznego. W niezwykłej atmosferze, w jakiej się on odbywał obserwacje sprawiały o wiele większą frajdę. Do tego dostępny był wysokiej klasy sprzęt obserwacyjny, o możliwościach o wiele większych niż to, czym dysponuję na co dzień (samodzielnie zbudowany refraktor achromatyczny o średnicy obiektywu 70mm) i do tego przez cały czas panowała idealna pogoda. W tych niezwykle sprzyjających warunkach najbardziej owocna okazała się noc z piątku na sobotę, podczas której zaobserwowaliśmy wiele obiektów, w tym kilka z katalogu Messiera.
  2. Tej nocy obserwacje rozpocząłem od Galaktyki Wir, czyli M51, ponieważ chciałem ją zobaczyć zanim całkiem zniknie za drzewami. Ta oddalona o niespełna 26 milionów lat świetlnych galaktyka spiralna o jasności 8,4mag znajduje się w gwiazdozbiorze Psów Gończych i jest połączona z nieregularną galaktyką NGC 5195. Para ta jest bardzo popularnym celem dla astro-fotografów, a dzięki temu, że jej światło rozkłada się na niezbyt wielką powierzchnię, jest o wiele łatwiejsza do odnalezienia od na przykład znajdującej się w niewielkiej odległości (kątowej) jaśniejszej galaktyki M101.

    Ponieważ po raz pierwszy chciałem odnaleźć ją na niebie, na początku sprawdziłem jej położenie na mapie, a następnie skierowałem Lornetę Vixena na gwiazdę  eta UMA i dalej, według wyznaczonej wcześniej ścieżki nakierowałem ją na obszar, w którym powinien znajdować się poszukiwany obiekt. Już na pierwszy rzut oka było widać dość jasną, rozmytą plamkę o wyraźnie jajowatym kształcie. Przy takich parametrach sprzętu nie można było liczyć na dostrzeżenie spiralnej struktury M51, nie mówiąc o ‘moście’ łączącym ją z towarzyszką, ale i tak widok niezmiernie cieszył oko, zwłaszcza że była to moja pierwsza obserwacja tego obiektu.

    Kolejnym krokiem i zarazem większym wyzwaniem było zaobserwowanie tej galaktyki przez znacznie mniejszego ED-ka, ale ze wspaniałym okularem (jednym z najlepszych z jakimi do tej pory miałem styczność) ES 20mm o polu własnym 100*.  Odnalazłem ją dość szybko w taki sam sposób, jak poprzednio. Tu również wyraźnie odcinała się od tła jako mgiełka o jajowatym kształcie, ale już wyraźnie ciemniejsza. Nie można było co prawda mówić o mniejszej ilości szczegółów, ponieważ i w Vixenie nie było ich widać, ale obraz nie był tak wyraźny i mnie osobiście podobał się mniej.

    Kończąc obserwacje M51 postanowiłem spróbować namierzyć ją moim maleńkim refraktorkiem. Niewielkie nadzieje na sukces dawał mi fakt, że z zamontowanym okularem RKE 26mm dawał on pole widzenia 3*, co ułatwiało odnalezienie odpowiedniego obszaru nieba. Korzystając z wypracowanej wcześniej metody skierowałem teleskop w odpowiednie miejsce i początkowo nie zobaczyłem tam nic, poza gwiazdami. Po chwili wpatrywania się w okular spostrzegłem słabiuteńką mgiełkę o nieregularnym kształcie dokładnie w centrum kadru! Metodą zerkania była lepiej widoczna, ale aby się upewnić, że faktycznie ją widać, czy to tylko złudzenie lub odblask, postanowiłem delikatnie poruszać teleskopem i sprawdzić, czy przemieszcza się razem z polem widzenia. Ten test rozwiał wszelkie wątpliwości -była tam! Potwierdzeniem tego, że był to bardzo słaby obraz jest fakt, iż z dwóch kolejnych obserwatorów, którzy wtedy próbowali dostrzec tą mgiełkę w tym maleństwie, jednemu się to udało, a drugi w tym samym polu jej nie widział.

  3. Drugim celem moich obserwacji była Wielka Galaktyka Andromedy (M31, dla niewtajemniczonych :) ). Jest to najbliższa Ziemi (a zarazem Drogi Mlecznej) galaktyka spiralna (zakładając, że Wielki Obłok Magellana jest Galaktyką karłowatą, a nie spiralną z jednym ramieniem, jak się niektórzy sądzą) i największa galaktyka w Grupie Lokalnej. Jest ona zarazem jedną z niewielu, które wbrew Prawu Hubble’a wykazuje przesunięcie ku fioletowi, co oznacza, że się do nas zbliża (dokładniej z prędkością 300 km/s). Ma ona jasność około 3,4mag, co oznacza, że w dobrych warunkach jest wyraźnie widoczna gołym okiem i jest zarazem najjaśniejszą galaktyką nieba północnego (oczywiście nie licząc Drogi Mlecznej). Właśnie jej duża jasność sprawia, że jest bardzo łatwa do odnalezienia i wprawnemu obserwatorowi dowolnym sprzętem prowadzonym ręcznie zajmuje to kilka/kilkanaście sekund.

    W Vixenie prezentowała się bardzo ładnie, Wyraźnie było widać jasne jądro, oraz spory fragment dysku wokół niego. Niestety mimo długich obserwacji nie udało się dostrzec żadnej z galaktyk satelitarnych.

    Po chwili odnaleźliśmy ją również w ED-ku. Moim zdaniem w tym sprzęcie prezentowała się najlepiej mimo dużo mniejszej średnicy, od wspominanej lornety. Było tutaj widać jakość optyki okularu i obiektywu -obraz był bardziej kontrastowy i ‘soczysty’ niż w Vixenie, przez co widać było większy kawałek dysku, a jeden z obserwatorów stwierdził nawet, że widzi M32 lub M110. Ja jednak żadnej nie widziałem (być może nie wiedziałem gdzie szukać), ale obraz i tak był powalający.

    Zgodnie z przewidywaniami refraktor 70/500 pokazał ją najsłabiej, ale i tak był to obraz przyjemny, bo zarówno jądro, jak i kawałek dysku dało się zobaczyć.

  4. Następnie sprzęt został skierowany na najjaśniejszą na niebie północnym gromadę kulistą M13 w Herkulesie. Był to zarazem pierwszy obserwowany przeze mnie tej nocy obiekt, leżący w obrębie naszej galaktyki. To mające jasność około 5,9mag skupisko gwiazd leżące na obrzeżach Drogi Mlecznej również jest dostrzegalne gołym okiem, a więc łatwe do odnalezienia.

    Był to pierwszy obiekt, który w lornecie 20×125 prezentował się najsłabiej. Przyczyną tego było niewielkie powiększenie, którego nie można było zmienić, co jest największą wadą tego nietaniego sprzętu (obok jego masy). W efekcie widać było niewielką, rozmytą, okrągłą plamkę i mnóstwo gwiazd otoczenia. Widok ładny, ale brak jakichkolwiek szczegółów gromady.

    Ponownie najlepszy obraz dał refraktor ED. Co prawda okular ES 14 mm nie dał bardzo dużego powiększenia, ale i tak gromada wyglądała prześlicznie i można już było wyodrębnić z niej nieliczne pojedyncze gwiazdy.

    Na tym obiekcie pod względem jakości uzyskiwanych obrazów achro uplasowało się na drugim miejscu. Nie udało się jej co prawda rozbić na gwiazdy, ale przy powiększeniu 55x (okular SW SWA58* 9mm) widać buło spora kulkę o wyraźnie granulowatej strukturze.

  5. Kolejnym celem była mgławica planetarna Hantle (M27) w Lisku. Jest to obiekt o jasności około 7,5 mag, którego gazy ekspandują we wszystkich kierunkach z prędkością 27 lub 31km/s (w zależności od użytego źródła). Nawet tak ogromna prędkość jest jednak zbyt mała, żeby człowiek był w stanie w ciągu życia zaobserwować jakiekolwiek zmiany w jej kształcie. To była jedyna M-ka (z obserwowanych), której tej nocy nie odnalazłem w moim małym refraktorku.

    Ze względu na niewielką jasność po raz drugi musiałem sięgnąć do atlasu, aby wiedzieć jak trafić do tego obiektu. Po około 2 minutach udało mi się ją odnaleźć przy pomocy ED-ka. Widok może nie zachwycał, bo nie było widać charakterystycznego ‘ogryzka’, ale był całkiem przyjemny, bo przedstawiał owalną mgiełkę pośród setek gwiazd Drogi Mlecznej. Kiedy skończyliśmy obserwacje Hantelek, przez kilka minut bez namysłu przeglądałem niebo w Łabędziu, obserwując przepiękne widoki i struktury utworzone przez niezliczone gwiazdy-coś wspaniałego.

    W międzyczasie ktoś nakierował na ten sam obiekt Vixena. Obraz był całkiem ładny, ale znowu brakowało powiększenia, aby ukazać jakieś szczegóły.

  6. Ostatnim obserwowanym tej nocy obiektem należącym do katalogu stworzonego w 1774 roku przez Charlesa Messiera, były wszystkim znane Plejady (M45), czyli prześliczna gromada otwarta w Byku, która zdążyła już wyłonić się z łuny rozciągającej się nad wschodnim horyzontem. Znana jest również jako Siedem Sióstr i wspaniale ją widać zarówno gołym okiem, przez lornetkę, jak i przez teleskop pod warunkiem, że mamy odpowiednio duże pole widzenia.

    Tym razem lorneta Vixena pokazała, na co ją stać. Obraz składający się z niezliczonych maleńkich punkcików wspaniale kontrastujących z tłem był prawdziwą ucztą dla oka. Wydaje mi się, że ten sprzęt jest wręcz stworzony do obserwacji gromad otwartych. Przez długi czas nie mogłem nacieszyć się tym widokiem, po prostu nie mogłem oderwać oczu. Niestety w końcu trzeba było ustąpić innym obserwatorom :P

    W refraktorze ED obraz już tak wspaniały nie był, ale niewiele od niego odbiegał. Gwiazd było widać mniej, ale niewiele i dodatkowo znowu dała o sobie znać wysoka jakość optyki, przez co obraz był jeszcze bardziej kontrastowy, mimo niezbyt ciemnego tła. Nic jednak nie jest w stanie zastąpić obserwacji obuocznych.

    Na tym obiekcie najbardziej było widać różnicę klas między moim refraktorem, a pozostałymi dwoma. Kontrast wyraźnie gorszy i o wiele mniej widocznych gwiazd. Nie był to jednak widok, na który można by narzekać- po prostu wypadał blado w porównaniu z resztą sprzętu, ale ze względu, na wspaniałe obrazy dawane przez nie.

  7. Podsumowując, była to jedna z moich najbardziej udanych nocy obserwacyjnych. Co prawda większość zaobserwowanych obiektów widziałem już wcześniej, ale było kilka nowych, a do tego nie zdarzyło mi się wcześniej patrzeć przez sprzęt tej klasy. Poza tym, wspaniałych widoków nigdy za wiele, zwłaszcza w takiej atmosferze i takim towarzystwie. Właśnie dlatego uważam, że była to noc niezwykła i nie mogę się doczekać kolejnego zlotu.