Miejsce: Józefów, ogródek koło domu 52.128425*N 21.237858*E
Czas 26.08.2010r. 2.30-3.15 (UTC+2)
Sprzęt: ATM achro 70/500 + oko nieuzbrojone
Warunki: całe niebo zasnute cienką, prawie niewidoczną warstwą chmur, widoczność 1,5-2 mag, seeing przeciętny 4,5/10
Obserwowane obiekty: Jowisz, Księżyc

Tej nocy długo czekałem na poprawę pogody. Od czasu powrotu ze zlotu, ze względu na brak czasu i pogodę nie prowadziłem żadnych obserwacji i zależało mi na wykorzystaniu każdej okazji, żeby choć przez chwilę nacieszyć się widokiem nocnego nieba. Mniej więcej dwadzieścia po drugiej pogoda poprawiła się, ale niebo cały czas zasłaniała cienka warstewka chmur, skutecznie ograniczając widoczność i praktycznie uniemożliwiając obserwacje ciemniejszych obiektów. W związku z tym postanowiłem skupić się na dwóch najjaśniejszych obiektach na niebie, czyli Księżycu i Jowiszu, które bez problemu przebijały się przez ta mglistą zasłonę.

Obserwacje zacząłem od największej planety Układu Słonecznego. Od czasu, kiedy z jej powierzchni zniknął jeden z pasów (Informacja na stronie NASA) o wiele łatwiejsze jest zaobserwowanie Wielkiej Czerwonej Plamy. Niestety ten wiejący od co najmniej 300 lat ogromny cyklon nie był widoczny w tym czasie, albo warunki i sprzęt nie pozwoliły na jego dostrzeżenie. Widoczność była tak słaba, że poza Jupiterem i jego księżycami w polu widzenia nie dostrzegłem żadnych obiektów, żadna gwiazda w tym obszarze nie przebijała się przez zasłonę chmur.
Obserwacji tej nie można jednak nazwać nieudaną, ponieważ sama planeta prezentowała się całkiem ładnie: północny pas równikowy był wyraźnie widoczny, a obszar tarczy na północ od niego wydawał się być odrobinę ciemniejszy od pozostałego fragmentu. Również Księżyce Galileuszowe stanowiły ładny widok, ponieważ wszystkie 4 ustawiły się niemal w jednej linii po ‘obu stronach’ planety.

Ten niezbyt szczegółowy, ale cieszący oko widok umieściłem na szkicu:

Jowisz, ATM 70/500, 55x, 26.08.2010r. 02.45

Kiedy zakończyłem obserwacje i szkicowanie Jowisza i podniosłem głowę, zobaczyłem na niebie niespodziewany i piękny widok. Jedynymi wyraźnie widocznymi obiektami w tej części nieboskłonu była wspominana planeta, Księżyc, który rozświetlał włókniste chmury w promieniu kilku stopni wokół siebie oraz samolot, który pozostawiał średniej długości, szeroką, podwójną smugę kondensacyjną. Podświetlona przez naszego naturalnego satelitę smuga była obok niego najjaśniejszym obiektem na niebie i zdawała się z niego ‘wylatywać’, a sama maszyna widoczna była jako 3 punkciki świateł sygnalizacyjnych. Wszystko to razem tworzyło niesamowite widowisko, a wrażenia były jeszcze bardziej spotęgowane efektem zaskoczenia.

Bez zastanowienia przerzuciłem kartkę w notatniku i chwyciłem za ołówek:

Jowisz, Księżyc i Samolot, 26.08.2010r. 2.55

Po wykonaniu tego szkicu jeszcze przez kilka minut obserwowałem rozwiewany przez wiatr ślad po samolocie, który na tle nocnego nieba prezentował się niesamowicie.

Po zakończeniu tego niespodziewanego spektaklu skierowałem teleskop na Księżyc. Tak krótko po pełni, która miała miejsce poprzedniego dnia nie można było liczyć na zbyt wiele szczegółów w pobliżu terminatora. Moją uwagę przykuł jeden niewielki szczegół, który później zidentyfikowałem jako okolice kraterów Legendre i Adams (na podstawie “Fotograficznego Atlasu Księżyca” Jeremy’ego Cooka).
Obszar ten urzekł mnie niezwykłym kontrastem między oświetlonymi ścianami kraterów, a ich zacienionym dnem, co również przeniosłem na papier:


Księżyc: kratery Legendre i Adams, ATM 70/500, 55x, 26.08.2010r. 03.05

Po zakończeniu szkicowania musiałem dość szybko zwijać sprzęt, ponieważ na horyzoncie pojawiły się chmury burzowe i już było słychać pierwsze grzmoty.
Ta noc nauczyła mnie (albo utwierdziła w przekonaniu) kilku rzeczy. Po pierwsze nie potrzeba wcale wysokiej jakości sprzętu, ani świetnych warunków, żeby prowadzić udane obserwacje i przy każdej okazji warto spojrzeć w niebo. Po drugie nawet najprostsza i najpowszechniejsza rzecz potrafi cieszyć :)