Wczorajszego wieczoru (około godziny 20:40) nadarzyła się okazja do obserwacji drugiej według oddalenia od Słońca planety – Wenus. Zachodzi trochę później niż Słońce, co znacznie utrudnia obserwacje, ponieważ gdy staje się widoczna jest kilka stopni nad horyzontem.
Gołym okiem widać ją jako bardzo jasny punkt. To samo przez lornetkę. Następnie spojrzałem na nią przez teleskop (Sky-Watcher SK1149EQ1) i okular 10mm – przy powiększeniu 90x udało mi się zauważyć tarczkę planety, a dokładnie jej połowę (faza, w której obecnie się znajduje przypomina odwróconą literę “D”).
W powiększeniu 180x (okular 10mm z soczewką Barlowa 2x) wyraźnie widać połowę tarczy, a także żółtawe zabarwienie atmosfery spowodowane występującym w niej kwasie siarkowym. Połączenie niskiej wysokości Wenus nad horyzontem z wilgotnym i ciepłym powietrzem powodowało falowanie obrazu w teleskopie. Około godziny 21 planeta przestała być widoczna.
Po północy z pomocą 45-krotnego powiększenia spojrzałem na największą planetę Układu Słonecznego – Jowisza. Z trudem dało się zobaczyć jeden pas w atmosferze, a także cztery galileuszowe księżyce, od lewej – Ganimedesa, Kallisto, Io oraz Europę. Stosując powiększenie 90x wyraźniej zobaczyłem główny pas Jowisza, a także kilka innych. Trochę niżej, z lewej strony zobaczyłem Wielką Czerwoną Plamę, która jest wielkim antycyklonem wiejącym na Jowiszu od ponad 300 lat. Powiększenie 180x okazało się za duże – Jowisz stał się rozmyty, a księżyce prawie niewidoczne.
Niestety, chwilę później z południowego zachodu przyszły chmury i musiałem zakończyć obserwacje.





Obserwacja to jedno, a opis to drugie. I jak tu wygrać. Warto to przemyśleć.